Uroki szkoły

Czym była szkoła dla Anny?. Jak dla większości uczniów, była miejscem wytrwałej, mozolnej pracy, czasem różnych uczniowskich przygód, marzeń
i planów o szczęśliwej przyszłości, okazją do zawiązywania przyjaźni
i miłości. Drogę do szczęścia miała otwierać matura, która do dziś zwana jest egzaminem dojrzałości.
W szkole było miejsce nie tylko na naukę, ale również na różne zajęcia pozalekcyjne, rozrywki, imprezy, które mieściły się w programach szkolnych,
a także wypływały z potrzeb i zainteresowań uczennic. Anna zaraz na początku zapisała się do harcerstwa, które prężnie działało przy szkole. Te wszystkie działania szkoły składały się w jakimś stopniu na życie Anny jako uczennicy
i przyczyniało się do rozwinięcia jej osobowości. Takt i kultura były wyznacznikami stopnia jej dojrzałości, a dobry humor ożywiał uczniowskie życie i czynił je radosnym. Jak wszystkie koleżanki, tak i Anna cieszyła się
z lekcji, które z jakichś tam powodów przepadały, z wycieczek, które dawały „wolne” od nauki. W humorze była dobra. Oto kilka zapisów z dzienniczka:

„Właściwie już we wtorek miała być nauka,
ale coś tam w klasztorze się popsuło i odwołali do czwartku.
Hurrrra! Trochę sobie odpocznę.
Już jutro nauka. I tak przedłużyli dwa dni,
bo naprawiają schody w klasztorze.
I pomyśleć, że to w tym półroczu matura?
Czas pędzi. Ani się obejrzę, a tu już będę miała siwe włosy.
To straszne! (Dz. s. 78).

Koleżanki lubiły przebywać z Anną nie tylko w szkole, ale również poza nią, gdyż ona umiała dzielić z nimi radości i kłopoty, umilać czas, darzyć swoją życzliwością, a nie rzadko, jak już powiedziano poprzednio, dobrym humorem. Oto niektóre jej humorystki zanotowane w dzienniczku:

„Bisia przywiozła z masy brunatnej taki interes,
który imituje rozlaną plamę atramentową.
Nabieramy Siostry i Panie! Dużo śmiechu. Gdzie nasza powaga?
Halka przywiozła wstrętne perfumy w ślicznej flaszce
i oblewała z zemsty Bisię.
Pachniało, że joj. Głowy nas bolały a nosy odpadały.
Hala powiedziała, że chciałaby mieć włosy jak roztopiona miedź,
a usta jak ... dachówki (to już Bisi dodatek)” (Dz. s. 82).

Annie nie były obce takie rozrywki jak np. dobre filmy; dość często chodziła do kina. Jednakże na pierwszy plan, przed rozrywkami, stawiała naukę. Wspomina o tym w swoim dzienniczku:

„Byliśmy w kinie na „Królewnie Śnieżce” –
śliczne, prze-prze-prze-śliczne.
Tylko ja bym wnet stała się dwójarką,
gdybym tak zaczęła często chodzić do kina” (Dz. s. 83).

Życie szkolne Anny, choć tak bardzo podobne do życia każdego ucznia,
to jednak trochę się różniło od innych. U niej wszystko było ukierunkowane
na Boga, tchnęło miłością, jasnością myśli i słów, dobrocią pociągającą mimo woli do Boga. Potrafiła w swoim codziennym życiu zwykłe czynności odnosić do nadprzyrodzoności i uwielbiać Boga, dziękować Mu za hojne dary.
Z wdzięcznością w sercu mówiła:

„Dzięki Ci Boże za Twe dary, bądź przez nie uwielbiony.
W ten sposób rzeczy przyrodzone
podwyższam do nadprzyrodzonych” (Dz. s. 140).

A zatem, religijność rzutowała na jej życie; na słowa, czyny, zachowanie. Było to naturalnym objawem dyktowanym potrzebą serca..
„Osiemnastka” i matura

Młodość ma to do siebie, że jest zawsze jednakowa; ma swoje prawa, przywileje, a jej ozdobą jest radość. Uczniowie w każdym czasie przeżywają mniej więcej te same problemy, mają podobne kłopoty i radości, lubią, gdy im lekcje przepadają, cieszą się, gdy się im uda zdać trudny egzamin. To wszystko leży jakby w drugiej naturze ucznia. Mają też swoje potrzeby i osobiste sprawy, które przeżywają na swój sposób, choćby wspomnieć imieniny czy rocznice urodzin lub taki fakt jak matura.
Te wszystkie wydarzenie były bliskie również Annie. O niektórych z nich wspomina w swoim dzienniczku. Choć to są drobne fakty, niemniej dają one pewien obraz ówczesnej szkoły; jaki miała ona wpływ na kształcenie
i wychowanie ucznia, jakie elementy brała pod uwagę w całościowym kształtowaniu jego osobowości. Jako przykład może posłużyć fakt dotyczący tzw. „osiemnastki” – dziś tak głośnej młodzieżowej imprezy. Anna wspomina, że z okazji jej „osiemnastki” otrzymała wiele prezentów, ale ona nie na nich skupiła swoją uwagę, lecz na czymś głębszym. W tych momentach jej myśl biegła ku Bogu, któremu wdzięcznym sercem dziękowała za wszelkie dobrodziejstwa, otrzymane na przestrzeni 18-u lat, a najbardziej za rodziców, którzy przekazali jej życie.

„Dziś kończę 18 lat. Boże! Kawał czasu....
Dziękuję Ci za łaski jakimi mnie obdarzasz
i błogosław moim Rodzicom za to, że żyję” (Dz. s. 85).

Głęboka refleksja nad darem życia, nad przeżytym okresem – to istota „osiemnastki” w rozumieniu Anny, ale też i w duchu programu
wychowawczego jej domu rodzinnego i ówczesnej szkoły.
Za rok czekała ją matura - egzamin dojrzałości w całym tego słowa znaczeniu. Był to sprawdzian z wiedzy, postawy, zachowania. Nic dziwnego, że bano się matury i dobrze się do niej przygotowywano. Anna, choć była dobrą uczennicą, to również się bała. Oto krótkie notatki z jej dzienniczka, odtwarzające nieco klimat przed maturą:

„Miałyśmy dziś próbną maturę z polskiego – 5 godzin...
Bardzo było miło i dużo strachu.
Zmęczyłam się setnie.
Skończyłam prędko już po 3,5 godz.
W domu dostałam śliczną niebieską sukienkę.
Już wiemy, że matura 22-go, czyli za trzy tygodnie.
Zacznę wstawać teraz o 5-tej, bo jeszcze z powtórkami u mnie krucho.
Dziś pierwsze nabożeństwo majowe.
Będziemy się modlić o pokój dla świata” (Dz. s. 86-87).

Notatka Anny z ostatniego dnia przed maturą mówi o jej planach na przyszłość; myśli o studiach, o założeniu rodziny i co ciekawe - sięga jeszcze dalej, aż do końca życia i do wieczności.

„Dzisiaj ostatni dzień nauki.
Cieszymy się, a jednak jest smutno, bo już kawał życia za nami.
Jeszcze tylko Uniwersytet, rodzina i ... koniec.
Żeby tylko Pan Bóg dał potem dobrą śmierć i szczęśliwą wieczność.
To zresztą ode mnie zależy.
Przez te trzy dni idę do Komunii św. w intencji:
pokoju, matury, rodziny i zawodu i obozu harcerskiego” (Dz. s. 88).

Dalsze relacje Anny zanotowane w dzienniczku dotyczą jej osobistych przeżyć i wrażeń z pierwszego dnia matury. Dowiadujemy się także jakie były tematy prac pisemnych z języka polskiego. Były to tematy oparte na literaturze pięknej, zawierające pierwiastki patriotyczne i religijne. Szkoła ówczesna kształciła i wychowywała do postaw moralnych i religijnych.

„Dziś – strach.
Rano 6,45 Msza św. – Komunia św.
Potem łzy pożegnania z Tatusiem i bratem Jankiem.
Kawa strasznie gorąca.
Potem humor i łzy.
Modlitwa – strach i tematy:
„Miłość Ojczyzny u Kochanowskiego, Mickiewicza
i Wyspiańskiego (to ja),
„Cześć Najświętszej Panny w literaturze polskiej”
i „Powstanie 1863 r. w literaturze i malarstwie”.
Było miło. Delegat zachowywał się możliwie.
Napisałam 8 stron i pierwsza. Zmachałam się setnie.
Potem czekał na mnie Tatuś z Jankiem, z pomarańczami.
Jutro fizyka – to gorzej. Boże, pomóż!” (Dz. s. 89).

* * *

Te krótkie notatki Anny dotyczące lat szkolnych, rzucają światło nie tylko na nią samą; na jej przeżycia, ale również na ówczesną szkołę i wyjaśniają na czym polegało wtedy kształcenie i wychowywanie młodego pokolenia. Otóż polska szkoła przez kształcenie prowadziła do rozwoju pełni człowieczeństwa, kładła mocne fundamenty kultury personalistycznej. Kształtowanie to nabrało pełniejszego wyrazu wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa. W religii chrześcijańskiej bowiem znajdujemy uzasadnienie dla nauczania
i podejmowania wysiłku intelektualnego, który jest drogą do zrozumienia przez człowieka rzeczywistości i siebie samego w aspekcie ostatecznych racji. Każdy człowiek żyje w czasie, ale rodzi się na wieczność, już od swego poczęcia.
Szkoła klasyczna, która zaważyła na kulturze europejskiej, dziś negowanej przez różne środowiska liberalne, kładła nacisk na religię, moralność, naukę, sztukę i kulturę. Dlaczego te elementy są tak ważne? Religia stanowi główny element kultury ludzkiej. Podobnie moralność, która obowiązuje wszystkich ludzi; każdy wie co dobre co złe i że dobro należy czynić. Jak to dobro czynić – z kolei wskazuje etyka. Są różne etyki. Jedynie etyka chrześcijańska jest racjonalna, bo uzasadnia czynienie dobra; człowiek wybiera dobro dlatego, bo Bóg jest ostatecznym wzorem i celem. Istotą moralności jest spełnianie realnego dobra.
Dalszym elementem szkoły klasycznej to poznanie – nauka. Szkoła jest zobowiązana, by uczyła używać rozumu, czyli prowadziła ucznia do poznania siebie, otaczającej rzeczywistości, celu ostatecznego swego życia, do poznania Boga. I wreszcie szkoła prowadzi do poznania rzeczywistości również przez sztukę. Sztuka i kultura jest twórczością ludzką, tworzy ducha narodowego.
Jakie zadania stoją przed dzisiejszą szkołą? Obowiązkiem nauczyciela jest zapoznać ucznia z kulturą przodków, a więc powrót do tradycji, do dziedzictwa kulturowego. Chcąc, by szkoła prowadziła ucznia do rozwoju pełni człowieczeństwa, musi uwzględniać wyżej wymienione elementy,
w przeciwnym wypadku będzie prowadzić do duchowego bankructwa
[1].
[1] O. Mieczysław A. Krąpiec, Na czym polega kształcenie klasyczne? - wykład wygłoszony na IV
Ogólnopolskiej Konferencji Nauczycieli i Wychowawców: Reforma edukacji – założenia, skutki, drogi
wyjścia, Lublin (KUL), 8 X 2005.

Ostatnie wakacje przed wybuchem wojny



Po trudach nauki, czekają wakacje. Maturzyści tym więcej mają uzasadnionych powodów, by wakacje dały im w pełni odprężenie; dużo radości i zadowolenia. Z tego przywileju skorzystała również Anna. Zaraz na początku wakacji zorganizowała z harcerkami obóz; wyjechała z nimi na wschodnie rubieże Polski. Obóz, jak twierdzi, był udany. Wszystkie harcerki i ona jako drużynowa były bardzo zadowolone, bowiem zwiedziły dużo ważnych miejsc.
Po powrocie z obozu, obchodziła swoje i Mamusi imieniny. Obydwie, dzień ten uczciły najpierw Mszą św. z przyjęciem Komunii św. , a potem były życzenia, prezenty, przyjęcie. To wszystko dawało jej dużo radości, była bardzo szczęśliwa. O tym wydarzeniu zanotowała w dzienniczku:

„Wczoraj były moje i Mamusi Imieniny.
Rano byłyśmy do Komunii św.,
a potem było przyjęcie z lodami, tortami i morelami.
Dostałam bluzkę, pończochy, pomadki, czekoladę
i ... pierścionek złoty z rubinem (od P. Kazi)” (Dz. s. 96).


U rodziny w Białowieży


Wakacje po maturze były dla Anny jak eksplozja wiosny po zimie. Na
zaproszenie krewnych wyjeżdża do Białowieży – atrakcyjnego miejsca.
Tam cieszy się radością młodości i jest sama jak wiosna. Ma duże grono młodzieży. Codziennie nowe plany: zwiedzanie Parku Narodowego i muzeum, wycieczki rowerowe, pływanie, tenis, wieczorem tańce, przyjęcia. Jest
w centrum życia towarzyskiego. Jest szczęśliwa, iż mogła tam przyjechać. Zawdzięcza to Matce Najświętszej – Pani Jazłowieckiej. Swoje pierwsze wrażenia notuje w dzienniczku:

„...Cudna była jazda przez puszczę.
Od razu wstąpiliśmy do żubrów
i potem jechaliśmy do ślicznej wili Wujostwa.
Dzisiaj byliśmy brekiem w Parku Narodowym,
gdzie jest wspaniale, a potem zwiedziliśmy piękne muzeum...
Pani nasza Jazłowiecka, dziękuję Ci...” (Dz. s. 97).

Na razie wszystko ją cieszy i zachwyca. Miłe towarzystwo, zabawy, jednym słowem stała się „światową damą” – jak sama mówiła.

„Szalenie miły dom.
Przemyk, Janusz, Sławek i Lutek świetnie tańczą.
Jutro mają przyjechać na dancing...
Jednym słowem, zaczynam być „światową damą” (Dz. s. 100).

Jednakże mimo wspaniałego towarzystwa i tylu różnych rozrywek, Anna wkrótce zaczęła odczuwać niezadowolenie. Pojawiają się wątpliwości, głębokie refleksje nad sensem życia, jej życia. Troska o życie wieczne w wysokim stylu. Środowisko, w którym przebywała nie dawało jej radości na dłuższą metę. Brakowało jej źródła prawdziwej radości. Dlatego postanawia szybko wracać do domu.
„Dobrze, że już jutro jadę,
bo inaczej Pani Jazłowiecka nie poznałaby mnie” (Dz. s. 100).

Z Białowieży wyjechała z mieszanymi uczuciami. Mówi, że wszystko minęło jak sen. Jedynie, co pozostało, to rodzące się plany na przyszłość; chce wyjść za mąż.

„Już jestem znowu w domu.
Minęło to wszystko jak sen dobry
i ta ostatnia dancingowa niedziela.
Miałam świetny humor.
Nie wiem, który z Porowskich milszy,
ale Sławek bardzo mi się podoba.
Chciałabym mieć takiego męża.
Nie chcieli mnie puścić do domu,
ale pojechałam i to sama...” (Dz. s. 100).

* * *

Wakacje są czasem odprężenia fizycznego i psychicznego, okazją do zwiedzenia pięknych miejsc, czasem spotkań ze znajomymi i przyjaciółmi, również czasem zabaw i rozrywek towarzyskich. Wakacje mogą ubogacać człowieka, ale mogą też przynosić ujemne skutki; w zależności od tego, jak się ten czas wykorzysta. By wakacje przynosiły korzyści - zarówno dla ciała jak
i dla duszy – zależy to od samego człowieka, który nieustannie winien kontrolować swoje postępowanie. Okazji do dobrego jest dużo, ale i do złego jest ich wiele. Jeśli brak jest czujności i kontroli nad sobą, to łatwo popaść
w zło. Młodzież szczególnie narażona jest na różne niebezpieczeństwa.
Unikanie okazji do zła, kontrola swego postępowania i modlitwa – to jedyne środki dla zapewnienia sobie miłych wakacji, a także dobrego życia na przyszłość.










III

HARCERSTWO



Na harcerskim szlaku



Skauting, to system wychowania chłopców i dziewcząt zapoczątkowany w 1907-1908 przez Roberta Baden-Powella w Wielkiej Brytanii, który zmierzał do rozwoju aktywności, samodzielności, społecznej wrażliwości młodzieży. Wartości moralne skautingu określa Prawo i Przyrzeczenie oparte na etyce chrześcijańskiej i pierwiastkach dawnego kodeksu rycerskiego. Na ziemiach polskich istotę tego ruchu nazwano szkołą służby Bogu, Ojczyźnie, bliźnim
[1].
W Jarosławiu pierwsza drużyna skautowa powstała w 1911 roku
[2]. Ruch szybko się przyjął i rozwijał, zataczając coraz szersze kręgi.
Podstawowymi zasadami ruchu skautingowego były trzy obowiązki:
1. Obowiązek wobec Boga; wierność zasadom duchowym, religii.
2. Obowiązek wobec bliźnich; własnego kraju, udział w rozwoju społeczeństwa
połączony z uznaniem i poszanowaniem godności drugiego człowieka.
3. Obowiązek wynikający z nakazu wewnętrznego (moralnego) –
odpowiedzialność za samego siebie, za własny rozwój
[3].
Te trzy obowiązki jasno określa Prawo i Przyrzeczenie, które brzmi:

Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce,
nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym prawu harcerskiemu

Te idee: służba Bogu, Polsce i bliźnim inspirowały harcerzy do podejmowania działania w duchu braterstwa, solidarności, przyjaźni. Były czasy, kiedy ta służba wymagała większego zaangażowania, jak np. okres wojny. Miała ona wtedy wyjątkowo wielkie znaczenie, nieraz decydujące
o czyimś przetrwaniu przy życiu.
[1] Janusz Krężel, Na harcerskim szlaku Braterstwa i Służby Anny Jenke, w: „Słoneczna Skała”, (kwartalnik
o wychowaniu), nr 50 (X-XII) 2004, s. 45.
[2] A. Tabor, Historia Harcerstwa w Jarosławiu (1911-1939). „Roczniki Stowarzyszenia Miłośników
Jarosławia”, 10 (1983), s. 181.
[3] Tamże.
Służba w życiu Anny harcerki

Swoją służbę, po harcersku rozpoczęła Anna realizować, gdy została drużynową w III Drużynie Harcerek im. Anny Chrzanowskiej, działającej przy szkole sióstr niepokalanek w Jarosławiu. Na co dzień z harcerkami wykonywała wiele dobrych czynów, jak np. robienie porządków w środowisku, odwiedzanie biednych, samotnych, chorych, więźniów. Jak każda służba tak i ta, wymagała od nich poświęcenia, wytrwałości, solidarności w działaniu.
Harcerki brały czynny udział w życiu kulturalnym szkoły i miasta. Do nich należało urządzanie różnych imprez, przedstawień. Drużyna prowadzona przez Annę urządzała w miejskim domu „Sokół” akademie o charakterze religijnym i patriotycznym. Natomiast w czasie wakacji organizowała wycieczki i obozy, kiedy to przyjemne łączyła z pożytecznym.
W swoim dzienniczku wspomina Anna o zorganizowaniu akademii, którą bardzo przeżywała, ale na szczęście wypadła ona imponująco. Jak każdą sprawę, tak i to wydarzenie wcześniej polecała Bogu oraz wszystkim świętym.

„Dziś znowu miałam „mooowę”, bo drużyna nasza występowała
w „Sokole” na akademii i bardzo dużo mówiłam i zaczynałam pieśni.
Cudnie poszło. Aż podziwiałam sama swoją odwagę.
Pomogli mi Wszyscy Święci.
Miałyśmy zakończyć minutą milczenia, tymczasem P. zrobił sobie ją
w przemówieniu.
Duch Święty przyszedł mi z pomocą i zakończyłam pieśnią
Nie rzucim ziemi” (Dz. s. 73).

Inną ważną akcję, którą zorganizowała Anna z harcerkami – to wystawa ozdób choinkowych. W dużym stopniu pomógł jej w tej pracy ojciec, który sam wykonał szereg prac artystycznych. Wystawa miała miejsce w miejskiej sali „Sokół”. Liczni zwiedzający tę wystawę ocenili jako bardzo efektowną, udaną, przy tym nie szczędzili pochwał pod adresem organizatorów. Uzbierane pieniądze były przeznaczone na wakacyjny obóz. I znowu ten sukces Anna przypisywała nie tyle sobie, co pomocy samego nieba. Oto jej relacja na temat tej wystawy:

„Już po wieczornicy i otwarciu wystawy!
Cudnie poszło z pomocą Boga i Wszystkich Świętych...
Wszyscy zachwyceni!

Wystawa wzbudziła duże zainteresowanie wśród społeczeństwa; wszyscy chcieli ją obejrzeć. Anna w tym przedsięwzięciu widziała głębszy sens; nazwała to lawiną, która porywała serca ku dobru.

„I cieszymy się ...
Lawina pędzi i pędzi... Zabiera coraz więcej serc.
Nasza lawina nie burzy, nie miażdży, ale daje radość ...
Lawina górska niszczy, nasza buduje ... przy końcu swego biegu
rozsypała się na drobne, drobniutkie gwiazdeczki śniegu.
W każdym sercu osiadła jedna maleńka kruszyna ...Biały okruch ...
I ludzie może nawet nie wiedzą, że my widzimy u nich
bielutki śnieżny płatek z naszej wielkiej – wielkiej lawiny”
[1].

Po zamknięciu wystawy, w dzienniczku zanotowała::

„Już wystawa się skończyła.
Ze wstępów było 112 zł, na czysto – 75 zł.
Jutro idziemy podziękować Tatusiowi, Komendzie i P. Dyrektorce.
Wobec tego będzie na wakacjach obóz drużyny...” (Dz. s. 76).

Harcerki ciągle miały dużo pracy. Poświęcały czas na naukę i na różne akcje. Na zbiórkach omawiano co w najbliższym czasie należy wykonać. Działaniom towarzyszyła wielka radość. Święta Bożego Narodzenia były szczególną okazją do miłych spotkań między sobą i między drużynami.
W dzienniczku Anny czytamy:

„Zbiórka „Korzeni”. Ja prowadzę, bo Ninka chora.
Miło! „Kory” i „Konary” równocześnie mają zbiórki.
„Kory” zapraszają nas na choinkę.
Kolędy, świeczki, „gwiazdka”.
Ja dostanę ołówek, żeby pisać same pochwały.
„Konary” – grzybek, aby siebie i nikogo nie truły.
„Korzenie” – zegarek, żeby były punktualne.
„Kory” – babulę, żeby nie myślały, że są piękne.
Pożar choinki. Uratowałyśmy ....
„Kory” zanoszą dary dla biednych.
Mam gazety do więzienia. Wszędzie pachnie choinką” (Dz. s. 77).
[1] A. Jenke, Harcerska wystawa w Jarosławiu, „Skaut”, 26 (1939), nr 6.
Na obozie

Jednym z miłych zadań harcerzy – to organizowanie wakacyjnych obozów, podczas których poznawali oni świat i ludzi, a przez to zbliżali się do Boga i ubogacali się wewnętrznie. Obozy pomagały też harcerzom poznawać samych siebie, czyli były dobrą szkołą wychowawczą, hartowaniem charakterów.
Toteż druhna Anna, znając wartość i znaczenie obozów, zaraz po
maturze, wraz ze swoją drużyną zorganizowała wyjazd na obóz na wschodnie rubieże Polski: do Buczacza, Zaleszczyk, Jazłowca i do innych miejscowości, które są dziś poza granicami Polski. Przed wyprawą trwały intensywne przygotowania, które zajęły im wiele czasu i starań. Jak zwykle, Anna oddała wszystko pod opiekę Matki Najświętszej – Pani Jazłowieckiej, patronującej
w kaplicy sióstr, przy ich szkole.

„Ileż mam teraz roboty z tym obozem...
Pani nasza Jazłowiecka, opiekuj się nami” (Dz. s. 93).

A oto relacje dh Anny z pierwszych dni na obozie:

„Jesteśmy na obozie – wszystko się cudnie złożyło.
Matka Jazłowiecka pomogła ... i obóz – i zniżki i bagaż.
Humor mamy...
Cudownie – ciasno bo ciasno, ale miło.
Byłyśmy dziś w kościółku i śpiewałyśmy pieśni...
Potem kąpałyśmy się i opalały.
Apetyty mamy, ale ani chwili wolnej.
Apteczka w ruchu.
Już dziś bawiłyśmy się z dziećmi wiejskimi.
Dostałyśmy pierwszą paczkę z galaretkami,
na widok której zakrzyczałyśmy „i-a” (Dz. s. 94).

Tak się złożyło, że podczas ich pobytu w Jazłowcu, odbywała się tam koronacja Figury Matki Najświętszej u sióstr niepokalanek. Była to uroczystość bardzo okazała. Uczestniczyli w niej ułani, duchowieństwo i licznie zgromadzeni wierni. Harcerki przeżyły tę uroczystość głęboko. Anna zapisała
o tym w swoim dzienniczku:

„Niezapomniane wrażenie...
Jazłowiec cudny! Uroczystości wspaniałe!
Ułani, kardynałowie, biskupi.
Msza św. pontyfikalna.
Ks. Prymas Hlond koronował.
Matka Boska cudna – ten złoty diadem z diamentem.
Wzruszenie wielkie, niezapomniane chwile...” (Dz. s. 94).

Nie obeszło się bez przykrości

Ten ostatni obóz , choć przyniósł Annie i jej harcerkom wiele pięknych, bogatych przeżyć, przyniósł też i przykrości. Nie wszystko musi się udać. Przykrości doznała sama Anna. Na pożegnanie, przed wyjazdem do domu, harcerki zorganizowały ognisko. Miało to być pożegnanie nie tylko obozu, ale
i drużynowej – Anny, która po wakacjach wybierała się na studia. Spodziewała się serdecznego pożegnania, jakiejś wdzięczności za wszystko, co dla swoich harcerek uczyniła. Tymczasem spotkał ją gorzki zawód, o czym wspomina
w swoim dzienniczku.

„...Potem było ognisko, ostatnie z moją drużyną.
Poryczałyśmy się wszystkie mocno.
Ja jakoś widzę, że moja praca wcale rezultatów nie przyniosła,
z wyjątkiem Marysi B.
Jedynie te małe mnie lubią, tamte tolerują i uważają za zrzędę -
nie są one ani trochę wdzięczne –
nawet tego ostatniego ogniska nie przygotowały.
Nic nie mają serca – nic nie odczuwają, że przecież od nich odchodzę,
że przecież trzeba mnie jakoś pożegnać.

W tym rozżaleniu, Anna stara się doszukać przyczyny tego stanu rzeczy; częściowo dopatruje ją u siebie, w swoim samolubstwie. Mimo wszystko, było jej przykro, czego nie ukrywała, a najbardziej dlatego, że ich postawa nie była postawą harcerek. Ona uczyła ich czegoś innego; uczyła wdzięczności za każde dobro świadczone przez kogokolwiek. Dlatego ze smutkiem stwierdza:

To może samolubstwo z mojej strony,
ale jest mi strasznie przykro, że one nie są harcerkami.
To wszystko powiedziało nie! – Druhnie Hannie.
Naturalnie ryczałyśmy wszystkie – nie mogłam się opanować.

Może to i lepiej, może zrozumieją,
że nie bardzo są w porządku ...” (Dz. s. 95-96).

Jednak w tym stanie nie trwa długo; wie komu oddać swoją przykrość.
Oddaje ją Pani Jazłowieckiej, z prośbą, żeby nadal opiekowała się dziewczynami jak dotąd.

„Pani Jazłowiecka, ofiaruję Ci tę przykrość z prośbą,
żebyś dalej prowadziła moje dziewczyny tak, jak dotąd” (Dz. s. 96).

Z tego przypadku Anna wyciągnęła odpowiednie wnioski. Zrozumiała, że za pracę dla drugich, za służbę nie może niczego oczekiwać dla siebie, nawet wdzięczności, bowiem poświęcenie i służba winne być bezinteresowne. A jeśli jednak kiedy spotka wdzięczność – to należy się nią cieszyć.

Kształtowanie charakteru


Jednym z obowiązków harcerzy – to kształtowanie swego charakteru, dbanie o rozwijanie dobrych cech, czyli zdobywanie cnót a zwalczanie wad.
Harcerz chcąc spełniać pokładane w nim nadzieje, musi usilnie pracować nad wyrobieniem w sobie silnej woli i czuwać, by nie splamić honoru harcerza.
Musi więc przechodzić przez pewną formację wewnętrzną.
Druhna Anna, dużo czasu i uwagi poświęcała formacji swoich harcerek. Ku temu służyły spotkania, zbiórki, na których mówiła im o pracy nad sobą,
i o postawie altruistycznej. Przede wszystkim sama starała się odznaczać prawym charakterem i swoim postępowaniem dawać dobry przykład.
Od początku, zadanie drużynowej traktowała bardzo odpowiedzialnie. Nie tylko na zbiórkach, ale przy każdej okazji słowem i przykładem uczyła harcerki właściwego zachowania; grzeczności i kultury, uprzejmości i szacunku dla każdego człowieka. Uczyła również postawy patriotycznej; miłości
i przywiązania do Ojczyzny. To wszystko było przedmiotem ich pracy wewnętrznej. Uważała również, że silna wola i zapał twórczy, entuzjazm
i radość życia winny cechować każdą harcerkę. Był to jakby zapłon potrzebny do ogniska harcerskiego, by mogło ono nieustannie się palić w młodych sercach.

Praca nad wychowaniem i samowychowanie jest pracą bardzo żmudną, wymagającą wiele wysiłku, cierpliwości, ciągłości i wytrwałości. Chcąc pracować nad swoim charakterem, ważną rzeczą jest najpierw poznać siebie; swoje dobre cechy, ale także i wady. Wychowanie charakteru idzie w ścisłym związku z samowychowaniem. Każdy sam tworzy swój charakter na drodze wysiłku i ciągłego pokonywania oporu wewnętrznego lub zewnętrznego.
Dla dobrego ukształtowania charakteru ważną rzeczą jest wychowanie sumienia, a to musi być dopełnione wychowaniem woli człowieka. Wychowanie to dzieli się na pracę zewnętrzną, rodzaj treningu dyscypliny woli, polegającego na kontroli własnej wolności oraz na pracę wewnętrzną, samowychowawczą formację wolności. Dobre ukształtowanie woli, stanowczej i mocnej, przyczynia się do ukierunkowanych w pewien sposób postaw intelektualnych. Każdy może zmienić swój charakter, a wraz z nim zmienić siebie jako człowieka, pozostającego w relacjach z innymi i ze światem
[1].
Odnosząc tę teorię do Anny i jej pracy wychowawczej nad innymi, należy najpierw przyjrzeć się jej formacji osobistej. Po jej zachowaniu, należy stwierdzić, że była to formacja twarda i wymagająca systematyczności. Trwała od wczesnej młodości, poprzez dojrzałość i aż do końca życia. Dość wcześnie Anna była świadoma swoich wad i złych skłonności natury, z którymi nieustannie walczyła. W tej walce pomocą była modlitwa, spowiedź i Komunia św. Wielokrotnie w swoim dzienniczku wspomina o tej walce i pragnieniu poprawy swego życia. Oto jeden z zapisów:

„Byłam dziś do Komunii św.
Tak chciałabym być lepszą.
Samolubstwo i pycha, to moje główne wady.
O Boże! Dopomóż mi je wykorzenić” (Dz. s. 75).

Anna stanowczo chce się poprawić, chce być lepszą. Zwróci uwagę na źródło mocy, które widzi w silnym, prawym charakterze. Próbuje też dać definicję charakteru; mówi że jest to silna, mocna i nierozerwalna wola dążąca
w kierunku dobra, prawdy, ofiary i miłości. Porównuje mocny charakter do bohaterstwa. I postanawia usilnie pracować nad mocnym, stanowczym charakterem, ponieważ chce zostać bohaterką i osiągnąć niebo. Oto jej rozumowanie:

„Charakter – bohaterstwo.
Chcę być bohaterką ...
Niebo wielkie, piękne i moje...
Chciałabym wykorzenić już wszystkie moje wady,
a przede wszystkim: samolubstwo, opryskliwość.
Siła woli ...
Trzeba sobie raz powiedzieć: „muszę!”.
Charakter jest to silna, mocna i nierozerwalna wola
w kierunku dobra, piękna, prawdy, ofiary i miłości.
W pokusach – nie!
W natchnieniach – tak!” (Dz. s. 258).

* * *

To rozumowanie Anny jest zbieżne z nauką Ojca Świętego Jana Pawła II, który w swoim przesłaniu i nauczaniu wyjaśnia młodym na czym polega wychowanie i samowychowanie. Mówi, że ta praca wymaga wielkiego wysiłku, ale warto ją podejmować, bo tylko ta droga prowadzi do kształtowania osobowości. Oto słowa Ojca Świętego:

„Tu już nie chodzi o sam tylko projekt życia,
jaki ma być urzeczywistniony w przyszłości.
Projekt ten urzeczywistnia się już na etapie młodości,
o ile poprzez pracę, wykształcenie,
a zwłaszcza poprzez samowychowanie, tworzymy już samo życie,
budując fundament dalszego rozwoju naszej osobowości”
[2].

Nie wolno być miernotą

W naturze człowieka leży chęć poszukiwania czegoś wielkiego, pięknego, dobrego. Szczególnie młodzież tęskni za ideałami, wspaniałymi wzorcami. Czasami w tym poszukiwaniu błądzi; ktoś ukaże jej złudne miraże szczęścia. Mogą to być niegodziwe rozrywki, przyjemności, moda, które przynoszą rozczarowanie, załamanie psychiczne, a tęsknota za czymś wielkim nadal pozostaje niezaspokojona. Należy zatem pragnąć i dążyć do najwyższych ideałów i w tym dążeniu nie ustawać, wówczas odnajdzie się prawdziwy sens życia.
Na taki styl życia mogą się zdobyć tylko ludzie z mocnym charakterem.
Anna nazwie ich bohaterami. Oni są zdolni pokonywać największe trudności, by móc osiągnąć cel życia. A tym celem jest niebo. Dlatego Anna powie, że do nieba dostaną się tylko bohaterowie, a nie miernoty. I ostrzega, że nie można być miernotą, tylko mocnym człowiekiem.

„Nie wolno być miernotą, tylko mocnym człowiekiem.
Do Nieba miernoty się nie dostaną.
Do Nieba idą bohaterowie” (Dz. s. 258).

Sama w żadnym przypadku nie chciała być miernotą; za wszelką cenę pragnęła zostać bohaterką. A to bohaterstwo mieściło się w umiłowaniu nade wszystko Boga, w wypełnieniu Jego przykazań, w życiu Ewangelią. Zatem postanowiła walczyć z własną miernotą poprzez wytrwałą pracę nad sobą; walkę ze swymi wadami i złymi skłonnościami natury i przez podejmowanie wysiłku nad zdobywaniem dobrych nawyków – czyli cnót. To była właściwa postawa dziewczyny pragnącej przeżyć swoją młodość wielkodusznie.

* * *
Anna i w tym również była bliska nauczaniu Ojca Świętego Jana Pawła II, który w ciągu całego swego pontyfikatu nauczał i zachęcał młodych do życia ideałami. Mówił, że w ten sposób uchronią się od miernoty, konformizmu, który daje świat, a rozwiną w sobie piękne życie z Bogiem. Oto Jego słowa:

„Droga młodzieży, niech was nie zadawala nic,
co nie dorównuje najwyższym ideałom!
Nie dajcie zniechęcić się tym, którzy rozczarowani życiem,
nie słyszą najgłębszych i najbardziej autentycznych pragnień swego serca.
Macie rację, gdy nie godzicie się na banalne rozrywki,
przelotne mody i propozycje, które was poniżają.
Jeśli zachowacie wielkie pragnienie Boga,
zdołacie się uchronić przed miernotą i konformizmem,
tak powszechnymi w naszym społeczeństwie”
[3].
[1] W. Chudy, Charakter jako wartość antropologiczno-etyczna, w: Wychować charakter, Lublin 2005, s. 44.
[2] Jan Paweł II, Młodzież nadzieją Kościoła, dz. cyt. s.40.
[3] Jan Paweł II, Młodzież nadzieją Kościoła, Orędzie na Światowe Dni Młodzieży, Warszawa 2005, s. 164.