Troska o życie wewnętrzne


Samemu człowiekowi trudno jest iść do wyznaczonego celu i wytrwać na obranej drodze. By w wędrówce nie zbłądzić, zwłaszcza gdy ciemności ogarną, trzeba mieć przewodnika i światło. Tym Przewodnikiem i Światłem do celu życia jest Jezus Chrystus. Działa On poprzez Słowo, sakramenty św., modlitwę, spowiedników i duchowych przywódców. Są to środki konieczne do rzeźbienia charakterów i doskonalenia osobowości.
Anna z tych środków w całej pełni korzystała, gdyż rozumiała ich potrzebę. Dla ułatwienia pracy nad sobą wyznaczyła sobie nawet pewien porządek dnia. Wspomina o tym w dzienniczku:

„Jeśli chodzi o pracę nad sobą,
to przed południem postanowiłam pracować
nad cierpliwością i czystością.
Często przystępować do Komunii św.
bo tylko wtedy mogę być lepszą” (Dz. s. 106).

Życie Eucharystią i modlitwa dodawała Annie siły do przeżywania codziennych trudności, do walki z wadami i wytrwania w dobrym. Rozumiała, że tylko z pomocą Bożą może pracować nad umysłem i wolą i wypełnić wszystkie zamiary, jakie miał Bóg względem niej. Oto słowa jej modlitwy:

„Tak trudno walczyć a jednak muszę
z Jezusem Królem Boleści, bo tylko tak dojdę do Niego.
Dopomóż mi Boże, abym wypełniała
wszystkie zamiary Twe wobec mnie.
Chcę być lepszą – chcę apostołować i zapomnieć o sobie.
Muszę pracować nad umysłem i duszą.
Wskaż mi Panie Jezu, drogę
i przygotuj na służbę Tobie!” (Dz. s. 106).

Ceniła sobie bardzo Komunię św., która była dla niej największą radością.
W dzienniczku zapisała taką uwagę:

„Babcia mówi do Mamusi, że jest jej bardzo przykro,
że ja nie mam żadnych przyjemności.
Mój Boże! Wystarczy mi codzienna Komunia św. –
to niech będzie moją jedyną i największą radością!
Innych nie chcę...” (Dz. s. 185).

Dużą pomocą w pracy nad rozwojem życia duchowego jest również spowiedź św. Dobrze jest jeśli człowiek ma stałego spowiednika, gdyż to ułatwia pracę nad sobą. Anna w latach szkolnych miała swego spowiednika. Był nim ks. Stanisław Szpetnar, z którym miała łatwy kontakt, gdyż był kapelanem sióstr niepokalanek, u których znajdowała się szkoła.
W dzienniczku Anna wspomina o swojej jednej bardzo ważnej spowiedzi, która dużo zaważyła na jej życiu. Oto co wtedy powiedział kapłan:

„Byłam u ks. Szpetnara do Spowiedzi św. z całego życia.
W imieniu Pana Jezusa kazał mi przestać grzebać w przeszłości,
a patrzeć w przyszłość.
Powiedział, że przede mną wielkie posłannictwo,
że coś muszę zdziałać dla Narodu,
coś po sobie zostawić w słowie i piśmie.
Teraz dla mnie czas hartowania, oświecenia i modlitwy,
potem kiedyś przyjdzie czas działania,
do którego muszę się przygotować.
„Ad maiora nata sum”.
Wskazał mi książkę: de Cus „Dobrze zrozumiane życie”.
Muszę ją skądś dostać.
Kazał mi ufać w miłosierdzie Boże i modlić się za innych,
wynagradzać za Polskę i grzeszników” (Dz. s. 106).

Słowa spowiednika były dla niej nakazem, zobowiązaniem, z którego pragnęła się wywiązać jak najlepiej. Jak ma to robić, o pomoc zwróciła się do Ducha Świętego w gorącej modlitwie.

„Ksiądz powiedział mi, że Pan Bóg dał mi 5 „talentów”-
nie wolno mi ich zmarnować, ale pomnożyć.
Duchu Święty, wskaż mi w jaki sposób mam się teraz
kształcić umysłowo i duchowo.
Najpierw zacznę od wypisków z lektury
i od sprawozdania z przeczytanych książek” (Dz. s. 107).

W miarę upływu lat, Anna coraz bardziej pracowała nad rozwojem swego życia duchowego, coraz bardziej pogłębiała wiarę i miłość do Boga i ludzi.
A objawem tego była jej postawa na co dzień, pełna radości i życzliwości dla wszystkich. Życie wewnętrzne było podstawą do jej działalności apostolskiej, która przybierała coraz większe rozmiary i coraz nowsze formy.

* * *

Nie może być owocnej działalności zewnętrznej bez oparcia się o mocny fundament, a jest nim życie Boże. W dobie rozwijającej się techniki, łatwo jest zagubić Boga; bowiem człowiek uważa, że sam wszystko potrafi zrobić. Zauważa się dziś wielkie niebezpieczeństwo, które ma swe źródło w nadmiernej aktywizacji życia, co wpływa ujemnie na potrzebę kontemplacji, wyciszenia
i modlitwy. To niebezpieczeństwo zagraża szczególnie młodym, przed czym przestrzega również Ojciec Święty Jan Paweł II. Zwracając się do nich, mówił:

„Życie duchowe, które tworzy więź między człowiekiem
a miłością Bożą i kształtuje w chrześcijaninie wizerunek Jezusa,
może stać się lekarstwem na chorobę naszej epoki,
nadmiernie rozwiniętej pod względem racjonalno-technicznym,
a nie dość wrażliwej na człowieka, na jego oczekiwania
i na jego tajemnicę.
Trzeba pilnie odbudować świat życia wewnętrznego,
inspirowanego i podtrzymywanego przez Ducha Świętego,
karmionego modlitwą i skierowanego ku działaniu.
To życie wewnętrzne musi być wystarczająco silne,
aby mogło przetrwać różnorakie sytuacje,
w których trzeba dochować wierności określonej wizji,
a nie ulec presji otoczenia”
[1].
[1] Jan Paweł II, Młodzież nadzieją Kościoła, dz. cyt. s. 134.
IV

CZAS WOJNY I OKUPACJI

Wojna i długa niewola


Wybuch drugiej wojny światowej nie był zaskoczeniem dla Europy. Atmosfera niepokoju narastała prze wiele miesięcy, a pierwszy świt września 1939 r. stał się jednym z najbardziej tragicznych dni polskiej historii. Wojska niemieckie zaatakowały Polskę z rozkazu Hitlera i rozpoczął się czas 5-letniej okupacji. Zachodnie i północne województwa (Gdańsk, Poznań, Łódź, Katowice ) zostały wcielone do III Rzeszy, natomiast pasmo środka Polski (Warszawa, Kraków, Lublin, Przemyśl) stanowiło nowy twór okupacyjny –„Generalne Gubernatorstwo” z siedzibą w Krakowie. Wschodnie województwa Polski zagarnął Związek Radziecki (Wilno, Lwów, Tarnopol).
Naród nie zgodził się na niewolę. Prawie od pierwszych dni po kapitulacji organizowano konspiracyjne oddziały zbrojne, które ostatecznie przybrały nazwę Armii Krajowej. Istnienie Podziemnego Państwa Polskiego z siedzibą Rządu w Londynie i armią z bronią w ręku w liczbie 400 000 zaprzysiężonych
żołnierzy było ewenementem w skali Europy.
Nie bacząc na szalejący terror okupanta niemieckiego, a szczególnie gestapo, funkcjonowało podziemne szkolnictwo, które prowadzili na poziomie szkół powszechnych, szkół średnich łącznie z maturą i szkół wyższych zaprzysiężeni nauczyciele. Młodzież polska zdobywała wiedzę często pracując zarobkowo, a równocześnie szkoląc swoje umiejętności na tajnych zajęciach typowo wojskowych. Dziewczęta zdobywały kwalifikacje pielęgniarskie, były też łączniczkami pomiędzy dowództwem a oddziałami partyzanckimi.
Znakomicie funkcjonowała też prasa podziemna, tajny nasłuch radiowy.
W tragicznej sytuacji, podobnie jak wiele miejscowości w Polsce, znalazł się Jarosław. Brak chleba, węgla, ubrania i w wielu domach wszy...a przede wszystkim zagrożenie młodzieży przed wywozem na przymusowe prace do Niemiec i aresztowania – to obraz życia mieszkańców Jarosławia. Pierwsze wielkie aresztowanie zostało przeprowadzone 5 maja 1940 r. Wtedy uczniowie Technikum Budowlanego z rodowodem harcerskim zostali wywiezieni do Oświęcimia – koncentracyjnego obozu śmierci. Do budynku Technikum wkroczył Franz Schmidt gestapowiec - Polak pochodzenia niemieckiego
w towarzystwie wielu gestapowców. Uczniowie wyskakiwali z okien, zjeżdżali po rynnach i uciekali przez ogrody. Nie wszystkim się to udało.
Na jarosławskim cmentarzu jest wyjątkowa Mogiła. Kryje ona kości młodziutkich Harcerzy a zarazem Żołnierzy A.K., którzy oddali życie za Wolność Polski. Ich śmierć była ostatnim tragicznym akordem niemieckiej okupacji. Najstarsza „Baśka” lat 25 a najmłodszy Władzio lat 17, któremu podczas śledztwa i przesłuchań gestapowcy zerwali paznokcie z 7 palców u rąk. Oni wiedzieli co to jest patriotyzm i pragnienie Wolności.
Wkrótce ziemia polska pokryła się mogiłami. Jednakże naród nie poddawał się; stanął do walki zbrojnej, a także trwał na modlitwie, nie tracąc nadziei na wolność mimo wielu ofiar ( aresztowania, rozstrzeliwania, pacyfikacji).

Bohaterska walka harcerzy

Zaraz na początku wojny nastąpiła w narodzie polskim powszechna mobilizacja sił. Mężczyzn powołano do służby wojskowej, do walki stanęli także najmłodsi: harcerze. Końcem września 1939 r. powstaje konspiracyjna organizacja Związku Harcerstwa Polskiego pod kryptonimem Szare Szeregi, która działała do stycznia 1945 roku. Zasadniczym zadaniem Szarych Szeregów
była praca wychowawcza wśród młodzieży, prowadzona głównie przez włączenie jej do konspiracyjnej działalności aż do walki zbrojnej włącznie.
Organizacja Harcerek przygotowywała dziewczęta do pomocnej służby wojskowej głównie w łączności i sanitariacie. Na Rzeszowszczyźnie próby tworzenia konspiracyjnego harcerstwa podjęto już w pierwszych miesiącach okupacji. Teren ten objęła swoją opieką konspiracyjna Komenda Chorągwi
w Krakowie, wyznaczając rejony działalności dla poszczególnych instruktorów. Tym samym grupy harcerskie zostały w zasadzie podporządkowane ogólnopolskiej organizacji Szarych Szeregów
[1].
Historyczną kartę bohaterskiej walki z okupantem otwierają jarosławskie harcerki, które zapisały się trwale w dziejach Polski. Zorganizowano dla nich wszechstronne szkolenie, skutkiem czego wyłoniły się specjalizacje drużyn: samarytanka, strzelectwo, łączność, ratownictwo
[2].
W grupie harcerek jarosławskich zaangażowanych w działalność konspiracyjną wysuwa się postać Anny Jenke, która jako drużynowa staje na ich czele i wykonuje powierzone zadania.
[1] J. Krężel, Szare Szeregi na terenie południowo-wschodniej Polski. Konspiracja harcerek 1939-1945,
Tarnów 1996, t. I, s. 5-6.
[2] Tamże, s. 147.
Młodość Anny w okresie wojny i okupacji


Wojna i okupacja zajęły Annie, można powiedzieć dużą część młodości, bo aż 5 lat. Po maturze, a przed studiami był to czas wyjątkowy, nie przewidziany w jej planach życia. Czas, kiedy stanęła do egzaminu dojrzałości w praktycznym znaczeniu. Był to egzamin z miłości Boga i ludzi, z cnót obywatelskich i patriotyzmu. Podstawy do egzaminu miała dobre., bowiem
z domu rodzinnego wyniosła duży zasób wiedzy na każdy temat. Wiedza ta stanowiła dobry fundament pod budowę gmachu, który zwie się mocny charakter równy bohaterstwu. We wczesnej młodości mówiła Anna, że nie chce być miernotą, tylko bohaterką, a bohaterstwo według niej, to silna, zdecydowana wola dążąca do prawdy i dobra. To był ten właśnie mocny młodzieńczy charakter, którego cechowała bezkompromisowość ze złem, a stanowczość
w dążeniu do dobra. Charakter, który jak stal wypalał się w ogniu trudnych doświadczeń wojny i niewoli. Nic ją nie załamało, nic nie zniechęciło.
Jej działaniom przyświecał jasny cel: z miłością służyć Bogu poprzez służbę ludziom. Mocą i wzorem dla niej był sam Chrystus, Który przyszedł, nie aby Mu służono, tylko aby służyć. Służyć innym z poświęceniem i miłością, to być wielkim człowiekiem.
Jak ta służba Anny wyglądała w ciągu tych nadzwyczajnych pięciu lat zniewolenia narodu polskiego przez okupanta - wykażą obrazy wzięte z jej życia

Anna harcerka w konspiracji

Młodość Anny w okresie pomaturalnym już nie była sielska-anielska. Spokój, piękne plany i marzenia o przyszłości przekreśliła wojna i długa niewola niemiecka. Ten okres był wytrąceniem ludzi z normalnego rytmu życia, stał się czasem nadzwyczajnym, trudnym i niebezpiecznym. Trzeba było szybko przestawić się do sytuacji na bieżąco i walczyć o życie i wolność. W obliczu groźby utraty życia, czy skazania na cierpienia – napawało wszystkich niepokojem i mobilizowało do walki o przetrwanie.
Był to czas również wielkiej próby zawierzenia Bogu i okazania
w czynach miłości bliźniego. Bowiem śmierć, niewola, wywózka do obozów pracy, głód, nędza – były to zagrożenia bliskie każdemu. Wraz z nimi, równocześnie rosła wśród ludzi wielka solidarność; jedni drugim śpieszyli
z pomocą. Owszem, byli i tacy, którzy nie potrafili mobilizować się ani do walki
z wrogiem ani do udzielania pomocy; zajmowali postawę bierną, wyczekującą.
Na niebezpieczeństwa byli narażeni wszyscy, a szczególnie młodzież, która stawała do walki z okupantem w pierwszych szeregach. Była to walka orężna. Duże znaczenie miała również walka bez oręża - działalność konspiracyjna, w którą angażowali się starsi a także młodzi ludzie. Był to jakby drugi front. Do tego dochodziła jeszcze mobilizacja sił duchowych w narodzie: modlitwy o wolność i pokój, ofiary, pokuta. One dopełniały walkom zbrojnym żołnierzy na froncie.
W jakim miejscu w tym czasie należałoby umieścić Annę harcerkę?
Od pierwszych dni wojny, wraz z innymi harcerkami, z determinacją wykonuje ona harcerskie zadania i angażuje się do walki bez oręża. Gotowość do służby całkowita. Jest zdecydowana wykonywać wszelkie działania dla Ojczyzny, dla dobra ludzi pokrzywdzonych przez wojnę.
Co czyni na początku, dowiadujemy się z jej dzienniczka:

„Kopiemy rowy, uszczelniamy piwnice.
Jest ogłoszone Pogotowie Gazowe...
Na razie skompletowałam domową apteczkę.
My harcerki mamy pracować w służbie opieki nad dziećmi” (Dz. s. 101).

Jej życiowe plany jak studia, pozostają na boku. Ważne w danej chwili jest ratowanie Polski, ratowanie konkretnych ludzi znajdujących się w potrzebie.

„Chciałabym, żeby mnie powołano do roboty.
Na razie medycyna puchnie.
Zdaję się, że przed studiami będę miała praktykę” (Dz. s. 101).

Z jej dzienniczków dowiadujemy się również o pierwszych przeżyciach po wybuchu wojny:

„Już dzisiaj były 4 alarmy.
Co chwila schodzimy do piwnicy.
Boże, miej nas w opiece” (Dz. s. 102).

Sytuacja stawała się coraz groźniejsza także w domu Anny. Ojciec zostaje zabrany przez gestapo jako zakładnik, brat powołany na wojnę. Jedyna pomoc
i nadzieja pozostała w Bogu i Matce Najświętszej – Pani Jazłowieckiej. Uwaga Anny skupia się na działaniu i gorących modlitwach. Wraz z innymi mieszkańcami modli się za wszystkich, także za żołnierzy niemieckich
i dziękuje Bogu za dotychczasowe uchronienie od śmierci. Oto jej relacje:
„Dziś już 12 dzień wojny.
Jużeśmy dużo przeżyli.
Ale Bóg z nami i Królowa Korony Polskiej.
Dotychczas cudem uniknęliśmy kilka razy śmierci,
unikniemy i dalej z pomocą Boga Najwyższego.
Nie wiemy, gdzie jest Janeczek – modlimy się za niego.
Tatuś od wczoraj jest zakładnikiem w magistracie.
Biedaczek – tak się denerwuje.
Wszyscyśmy biedni i nasze biedne żołnierzyki.
Niemcy już od niedzieli są w Jarosławiu.
Pani nasza Jazłowiecka,
Ty jedyna możesz uprosić u Twego Syna pomoc dla nas.
Nie chodzę teraz do szpitala, bo strasznie kule i szrapnele gwizdają.
Naszego domu strzeże Matka Boska,
której obrazy i figury wszędzie są wystawiane” (Dz. s. 102-103).

Działanie i modlitwa ufna dodawała sił do przetrwania. W dzienniczku Anna pisze:
„Byliśmy dzisiaj do Komunii św.
Pogoda cudna.
Gdzie tam nasz Janeczek?
Z Tatusiem widzimy się tylko przez okno” (Dz. s. 103).

„Byłam dzisiaj do Komunii św. za Janeczka i Tatusia i ...
Janek jest w niewoli.
Ja pracuję w szpitalu dla rannych” (Dz. s. 103).

Na szczęście, ojciec wrócił do domu, modlitwy nadal trwają.

„Tatuś w domu.
Od 24 XII do 22 II pracowałyśmy dla Poznaniaków,
ale już nam się prowiant skończył.
Teraz organizujemy rekolekcje.
Przystępuję - dzięki dobroci Bożej – często do Komunii św.
Odmawiamy wspólnie modlitwę za tyle intencji” (Dz. s. 104).

Zaraz na początku, Anna z harcerkami zgłasza się do szpitala, by swoją pomocą służyć rannym. Dziewczyny pracują tam wiele godzin na dobę. Ponadto, pomagają w każdy możliwy sposób ludziom pozbawionym środków do życia. Później akcję udzielania pomocy, szczególnie więźniom politycznym
i jeńcom w obozach koncentracyjnym oraz ich rodzinom, przejęła organizacja RGO (Rada Główna Opiekuńcza)
[1]. Harcerki i w tej organizacji miały swój udział. Pracowały również w Pogotowiu Ratunkowym. Tam działały jawnie,
w charakterze sanitariuszek, zajmując się rannymi żołnierzami i jeńcami.
W konspiracji natomiast pracowały jako łączniczki i prowadziły działalność uświadamiania politycznego.
Tak się złożyło, że Anna otrzymała pracę w drukarni polskiej. Wprawdzie nie zarabiała tam dużo, ale i przez ten skromny dochód częściowo wzmocniła budżet rodzinny, który był także źródłem pomocy dla innych. Oprócz tego, praca ta dawała jej orientację polityczną na bieżąco, bo jak sama powiedziała: Trzymam palce na pulsie życia miasta (Dz. s. 109). Świeże informacje mogła przekazywać dalej. To był jeden z rodzajów jej działalności konspiracyjnej.
Pomoc Anny – można powiedzieć – była wszechstronna; od zaopatrywania w żywność, leki i konieczne rzeczy do życia – po urzędowe załatwiania różnych spraw, jak np. zapomogi dla biednych.
Jej pomoc obejmowała ludzi nie tylko z najbliższego otoczenia, sercem
i myślami wybiegała również dalej, do tych, co ich wywieziono poza granice Polski, co się znaleźli na froncie, w obozach i lagrach, na Syberii, w Katyniu
i w innych miejscach. Materialnie nie mogła im pomóc, ale duchowo, przez modlitwę była przy nich blisko. Gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, myśląc o nich, ze smutkiem mówiła:

„Drzewko mamy malutkie ... Smutno jest, gdy się pomyśli,
jak te same święta przeżywają nasi na Syberii, obczyźnie,
w niewoli, w więzieniu – czy choćby i nędza na wsi,
czy w mieście” (Dz. s. 136).

„Pamiętam jak łzy mi upadły na paczkę Jasia,
bo słyszałam jak dzieciom zamarzały łezki w pociągach,
gdy ich wywożono, bo mamy nie było” (Dz. s. 199 ).

„Smutno jest tak bardzo – jak obuchem w głowę.
To Katyń potworny – to inne wieści,
ale to są te właśnie czarne dni” (Dz. s. 201).

Anna z natury była bardzo wrażliwa, dlatego nie mogła patrzeć obojętnie na ludzkie cierpienia. W ich domu na szczęście nie brakowało chleba ani opału, za co była wdzięczna Bogu. Nie cierpiąc braków, tym bardziej czuła się przynaglona, by pomagać innym. Gdy było jej ciepło i miała co jeść, mówiła:

„Jest mi ciepło i dobrze, a jednak źle, jak pomyślę o innych,
co trzęsą się z zimna i głodu” .

Ile razy zaspakajała głód własny, tyle razy myślała o wszystkich głodnych.
W tym usposobieniu mówiła:

Oj biedne, głodne dzieci – ile teraz ludzi głoduje,
a ja nie umiem się nieraz opanować, gdy jestem głodna” (Dz. s. 185 ).
[1] B. Kroll, Rada Główna Opiekuńcza 1939 – 1945, Warszawa 1985, s. 19.
Akcja „kromka chleba”

Praca charytatywna zajmowała naczelne miejsce w działalności Anny
i harcerek, gdyż tego wymagała potrzeba chwili.

„Zaczynamy pracę charytatywną.
Wysyłamy paczki do obozu jeńców.
Będziemy na kościele wywieszać tablicę z nazwą święta
i intencje Mszy św.” (Dz. s. 110).

Skutki wojny dały się odczuć szczególnie rodzinom wielodzietnym
i biednym. Dzieci i młodzież mniej odporna na ciężkie warunki życia ucierpiała najbardziej. Wiele dzieci było pozbawionych opieki rodzicielskiej i wychowania szkolnego. Stąd szerzyła się demoralizacja. Nędza materialna i moralna czyniła wielkie spustoszenia wśród młodego pokolenia, które miało stanowić przyszłość narodu.
Anna, choć sama była jeszcze młoda, problem ten widziała i rozumiała bardzo dojrzale. Dlatego postanowiła wraz z harcerkami ratować zagrożone, głodne i opuszczone dzieci. Zorganizowała dla nich akcję pod nazwą „kromka chleba”. Harcerki zbierały żywność, ubrania, obuwie wśród znajomych, a potem te dary dzieliły pomiędzy najbiedniejsze dzieci. Nie trzeba było ich szukać daleko, wystarczyło wyjść na ulice, by je spotkać. Do niektórych dzieci docierały harcerki wprost i zanosiły uzbierane rzeczy, inne po zapomogę przychodziły same.
Stwierdzono potem, że to skromne wsparcie prowadzone przez akcję „kromka chleba”, w niejednym wypadku uchroniło dziecko od skrajnej nędzy,
a nawet śmierci. Również zaangażowanie Anny w RGO pomagało w pracy na rzecz dzieci, albowiem otworzyło większe możliwości korzystania z pomocy materialnej, którą potem przeznaczano dzieciom.
Braki materialne to był jeden problem, drugi natomiast dotyczył ważniejszej sprawy, bo duchowej. Anna bolała nad demoralizacją dzieci
i młodzieży. Mówiła, że często dorośli są temu winni, bowiem nie dają im dobrego przykładu, a dzieci są niewinne, mają oczy aniołków, ale co z nimi robi rodzina?. I dała przykład 13-letniej dziewczynki, która prowadziła życie niemoralne. Na tle tego smutnego przypadku, snuje takie refleksje:

„Mój Boże, biedna, biedna – jak się o tym dowiedziałam,
nie mogłam myśleć o czym innym.
Boże, pomóż jej duszy i temu maleństwu!
Smutku tyle, a jesteśmy bezsilni często,
bo ludzie są twardzi i bezwzględni” (Dz. s. 189 ).

Troska o „dzieci ulicy” i zagubioną młodzież oraz pragnienie, by pracować wśród nich – towarzyszyły Annie do końca życia. To pragnienie zrodziło się już wcześniej, a w czasie wojny wystąpiło wyraźnie. W dzienniczku zapisała:

„Dzieci i młodzież są teraz takie biedne
i tak narażone ich dusze” (Dz. s. 203 ).
„Daj mi Boże wielkie pragnienie i wielką miłość.
Tak bardzo chcę pracować dla biednych dzieci ulicy...”
(Dz. s. 211).

W późniejszym życiu, będąc pedagogiem i wychowawcą młodego pokolenia, Anna owo pragnienie zrealizowała w zupełności.

Godzić życie z wiarą

Trudne problemy Anna próbowała rozwiązywać w świetle wiary. By lepiej zrozumieć sytuację biednych ludzi, stawiała siebie na ich miejscu.
Mówiła:

„Jeżeli chcemy odczuć nędzarza, postawmy siebie na jego miejscu
i nie zdzierajmy z niego jego biednych szat,
aż mu przygotujemy czystą, białą szatę” (Dz. s. 190).

Tylko żywa i głęboka wiara oraz gorąca miłość mogła otwierać tak szerokie horyzonty myślenia i patrzenia na innych, jak to było u Anny. Potrzeby materialne ludzi, zwykle łączyły się z moralnymi. Brak tych pierwszych często spychał ich na margines życia. Dlatego Anna niosąc pomoc materialną, dostrzegała także palące problemy moralne, które uważała, iż należy rozwiązywać je natychmiast.
Człowiek najbardziej się sprawdza w trudnych sytuacjach. Wtedy też sprawdza się jego wnętrze; co dla niego jest najwyższą wartością i jakie pobudki kierują jego działaniem.
Praca Anny dawała rezultaty, otoczenie to dostrzegało. Była to służba ludziom najbardziej potrzebującym pomocy. Pobudką do działania była jej gorąca miłość Boga. Wszystko co czyniła, to czyniła z miłości do Boga.
W miłości nie chciała być letnia. Przeżywając święta Bożego Narodzenia, bardzo głęboko rozważała wielką miłość Boga do człowieka i na tym tle wypowiedziała znamienne słowa, które zanotowała w dzienniczku:

„Jakże to cudne, że Bóg, któremu tak dobrze było w niebie,
więcej nas ukochał niż Siebie i dobrowolnie bez przymusu
wyjechał na naszą Syberię.
Jakżesz wszyscy cierpiący i wygnani
powinni się czuć blisko Dzieciątka Bożego (...).

Jezus nie uznawał kompromisów – „aż do końca nas umiłował”.
Jak postanowił przyjść na świat, to już z całą ofiarą,
to już jako niemowlątko i w stajence –
jak pracować, to już jako ubogi cieśla -
jak cierpieć ....- to aż do krzyża...
On się nam daje cały – Miłość Boża Wielka.
Nie chcę być letnią!” (Dz. s. 137).

Równocześnie z niesieniem pomocy, budził się w niej wielki duch apostolski. Usilnie zabiegała, by do Boga przyprowadzić wszystkich,
a zwłaszcza tych nieszczęśliwych, dotkniętych skutkami wojny, wszak tylko
w Bogu widziała jedyny ratunek i ukojenie.
O wielką miłość Boga również gorąco się modliła:

„Mój Boże, tak bym chciała Ci służyć
i iść za Tobą już zawsze i dla Ciebie walczyć,
szerzyć miłość ku Tobie. Pomóż mi!” (Dz. s. 110).

„O Jezu mój, dziękuję Ci za łaski Twe nieskończone ...
Prowadź nas i doprowadź do siebie.
Naucz mnie innych pociągnąć do Ciebie” (Dz. s. 125).

Doświadczenie cierpienia

Miłość Boga sprawdza się miłością bliźniego. W życiorysie Anny mieści się i taki fakt; jej pobyt w szpitalu. Popatrzmy na jej zachowanie właśnie w tym konkretnym miejscu. W szpitalu znalazła się z powodu palca, który ropiał
i wymagał chirurgicznego zabiegu. Sprawa niby mało ważna, ale wymagała miesięcznego pobytu w szpitalu. Wtedy Anna stanęła przed nową rzeczywistością; miała okazję przyjrzeć się z bliska cierpieniu chorych, a także poświęceniu się Służby Zdrowia. Zwróciła też uwagę na sposób przyjmowania cierpienia przez ludzi wierzących i niewierzących. Swoje refleksje zanotowała
w dzienniczku:

„Zaczęło się bardzo niewinnie –
skaleczyłam sobie palec i „normalnie” zaczął obierać,
trochę byłam przy tym przeziębiona, więc leżałam w łóżku.
Potem zaczęło mnie więcej rwać – 4 noce nie spałam...
Na samego Sylwestra pojechałam do szpitala...
Nacinanie robili pod narkozą (...)
Obudziłam się już na wózku – i...
przez pół godziny dużo i bez przerwy mówiłam,
nawet o Hitlerze.
Tatuś był przy mnie i obtarł mi dużą łzę, która powoli spływała.
W szpitalu było mi dobrze (...)
Zżyłam się z chorymi.
Przypatrywałam się bliżej cierpieniu i poświęceniu.
Ludzie wierzący łatwiej cierpią,
bez wiary są biedni...” (Dz. s. 176).

Pobyt w szpitalu dał Annie okazję do świadczenia chorym różnych usług, do niesienia im także pomocy duchowej. Dał jej również nowe, świeże spojrzenie na wartość wiary w Boga, potrzebę modlitwy za chorych. Ożywił się w niej i wzmocnił duch apostolski. Własne doświadczenia cierpienia, to najlepsza szkoła rozumienia cierpienia innych. Anna coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że tylko w Chrystusie wszystko znajduje sens i pragnęła zbliżyć do Niego innych ludzi. Ubolewała nad tymi, którzy żyli z daleka od Boga. Gorąco modliła się za nich i wypraszała im łaskę nawrócenia.
W żarliwości swego serca mówiła:

„Boże, wejdź do tych nor wszystkich,
do tej nędzy, do tych dusz często bardziej nieszczęśliwych
niż grzesznych, bo czy zawsze są one w stu procentach winne?
Jak np. ta kobieta z Łazów, co się chce tak otrząsnąć z grzechów,
a jak – gdy tak zabrnęła?
Ale Bóg nie da jej zginąć, bo źle jej bez Niego
i płacze, i wie, że chora” (Dz. s. 198).

A gdy ta kobieta wyspowiadała się, w serce Anny wstąpiła wielka radość,
o której pisała:

„Tak się cieszę spowiedzią tej kobiety z Łazów.
Bóg kieruje duszami (...).
A teraz niech jej Matka Boża wyprosi wytrwanie” (Dz. s. 202).

Następnie dodała:

„Mam jeszcze na sercu Marysię B. i moją Julcię –
obie są podobno na złej drodze.
Niech ich Bóg nawróci.
Ile jest dusz zbłąkanych, a ile takich,
które jeszcze nigdy nie były przy Pasterzu” ( Dz. s. 202).

Po pogrzebie osoby, która zmarła bez spowiedzi, mówiła:

„S.O.S. Na przyszłość trzeba silniej dbać
o Spowiedź ostatnią chorych. Koniecznie!
Ile biednych, starszych i dzieci – ale ...łaska Boża mocniejsza.
Daj im Boże nawrócenie” ( Dz. s. 196 ).

Gorąco modliła się również za nieprzyjaciół. Wspominając swój pobyt
w szpitalu, mówi o nawróceniu pewnej Niemki, z czego bardzo się cieszyła.

„Jeżeli patrzę z daleka na mój pobyt w szpitalu,
to uważam, że Bóg chciał mi dać czas na wypoczynek
duchowy i fizyczny – bo już byłam bardzo rozklekotana.
Poza tym dał mi Bóg odczuć, że maleńkimi drobnostkami
można zdobyć serca innych w łatwy sposób (...)
Teraz miło mi spotkać kogoś ze szpitala,
zwłaszcza zdrowe „chore”(...).
Czasem czytałam chorym Msze św. w niedzielę.
Byłam równo 4 tygodnie.
Pod koniec przywieźli jedną młodziutką Niemkę,
co się podstrzeliła.
Przed operacją nie umiała nawet się przeżegnać.
A teraz, cóż za radość, kiedy ks. Ulman mi powiedział,
że ją wyspowiadał w W. Środę.
Pan Jezus kocha dusze, szuka owce –
daj jej Boże wytrwanie w dobrym do końca....
Wróciłam 28 stycznia i teraz modlę się
o zdrowie duszy i ciała dla osób w szpitalu...” (Dz. s. 176-177).